O Rimini, czyli czy musicie do nas przyjechać

"Muszę do was przyjechać, muszę!"

Wszyscy mi to mówicie! Wszyscy jak jeden mąż: "Rimini! Włochy! Muszę przyjechać!" albo "tam mnie jeszcze nie było!". Prawie nikt z was, co prawda, nie przyjeżdża, ale podobno planujecie... No to planujcie dalej. 😋 Tymczasem minął dokładnie rok i siedem miesięcy, odkąd przeprowadziliśmy się do Rimini. Aż dziwne, że zabrakło wpisu o naszym mieście... Miasteczku? To dlatego, że nie do końca mam pomysł, jak o nim pisać. Czy warto przyjechać do Rimini? Sęk w tym, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo to bardzo bardzo zależy od preferencji. Spróbuję wam opowiedzieć dlaczego.

Gotowi?

Położenie
Rimini to miasto, ale też prowincja (miasto + przyległości) w regionie Emilia Romania, na wschodnim wybrzeżu północnej części Włoch. Tak naprawdę Rimini leży w Romanii, a wcale nie w Emilii. Emilia Romania powstała na skutek złączenia w jeden dwóch historycznych regionów, zamiast zmiany nazwy na nową, dwie stare postawiono obok siebie i tak już zostało. Całę tę fuzja zapoczątkowano w 1948r., żeby wreszcie weszła w życiu w 1970 roku. Temat jest dosyć świeży i Włosi z regionu często pilnują, żeby nie umknęło waszej uwadze, czy pochodzą z Emilii, czy z Romanii, a różnice dodatkowo podkreślają, używając dialektu.


Klimat
Klimat Rimini określony jest jako umiarkowany ciepły, z gorącym latem, a jednocześnie wilgotny. O tej wilgoci truję wam tu na blogu cały czas, nie wierzę, że komuś umknęło, ale gdyby.... To przeczytacie o tym tutajtutaj i jeszcze oooo tutajTutaj z kolei przeczytacie o tym, jak bardzo cierpię, kiedy przychodzi gorące lato, a tu tu też - pisałam o tym, że zima jest rzeczywiście umiarkowana, ale niestety lubi grzać się w mieszkaniach. Na deser: różnice w postrzeganiu pogody pomiędzy mną a rodziną Vi i słów kilka o zawiejach. 

Nie chcę was nudzić średnimi temperaturami, bo sobie możecie zgooglać sami... Jednakowoż (piękne słowo) kusi mnie, żeby wam ten klimat zaprezentować nieco bardziej subiektywnie. To tak:
Styczeń, luty - lepiej mieć szalik i czapkę
Marzec - kurtka, ale rozpięta/kurteczka skórzana
Kwieceń - kurteczka skórzana/jest dobrze
Maj, czerwiec - uf, jak gorąco
Lipiec, sierpień - wyjdę nago albo umrę  
Wrzesień - uf, jak gorąco/jest dobrze
Październik - jest dobrze/kurteczka skórzana 
Listopad - kurtka, ale rozpięta 
Grudzień - wyciągamy szaliki i czapki

Sezon i pozasezon, czyli między plażą a centrum
Klimat wyznacza niejako rytm roku. Mało kto bawi się w wiosnę, lato i tak dalej, rok dzieli się raczej na sezon i "pozasezon" (ja wiem, to niepoprawnie, ale tak zgrabnie brzmi, przymknijmy oko). Poza sezonem życie toczy się w centrum miasta, a nad morzem nie dzieje się kompletnie nic, niemalże wszystkie hotele są zamknięte, zdecydowana większość restauracji jest zamknięta, otwartych jest kilka barów i parę sklepów. Cały pas nadmorski jest opustoszały i wymarły, docierają tam tylko najwytrwalsi biegacze - ci, którzy biegają mimo niskiej temperatury i wiatru. Na aperitivo, pizzę czy zwykły spacer chodzi się do miasta. Ono nie wymiera, ludzie są zawsze niezależnie od dnia tygodnia ani pory, po prostu nie ma ich nad morzem. 

W połowie marca otwierają się pierwsze plażowe restauracje, zaczyna się ruch w hotelach - rolety podjeżdżają do góry, odchodzi wielkie sprzątanie, mniejsze naprawy (duże remonty robi się poza sezonem, często w takim przypadku hotel wyłącza się na cały sezon lub kilka - zależnie od rodzaju i rozmiaru zmian). Otwierają się sklepy i lodziarnie, a zaraz po nich (popularne tutaj) salony gier. Z początkiem maja otworzą się plaże (o tych niżej), robi się ciepło, a życie przenosi się nad morze. 


Plaża
Na naszej części wybrzeża plaża nie jest oddzielona od miasta. Można powiedzieć, że całe Rimini dzieli się na strefy - pasy: najpierw jest (1) morze, dalej (2) szeroka plaża, później (3) pas hoteli przy ulicy, która zimą jest zwykłą jednokierunkową ulicą wzdłuż morza, a w lecie staje się centrum imprezy, dalej (4) ulica wzdłuż której ciągną się sklepy, restauracje i bary, oczywiście i tutaj są hotele... Ale gdzie ich nie ma? Dalej mamy (5) część miasta "pomiędzy centrum a plażą", znajdują się w niej hotele, ale też mieszkania i domy mieszkalne... Mniejsza ich część jest zamieszkiwana przez cały rok, większa jest pod wynajem wakacyjny, to niezły biznes, za tydzień płaci się często tyle, ile za miesięczny czynsz. W tej części są też tory, ciągną się wzdłuż morza, a jednocześnie wzdłuż centrum (tak, Rimini naprawdę ma strukturę "w pasach") i żeby dotrzeć z plaży do miasta (6) trzeba użyć jednego z dwóch głównych przejść podziemnych.

Plaża jest zorganizowana i płatna. Pisałam o tym tutaj i bardzo was zachęcam do zajrzenia w ten wpis. Od morza niemalże aż po ulicę rozstawione w rzędach stoją leżaki, na każde dwa przypada wielki parasol. Leżaki podzielone są na strefy w zależności od odległości od morza, w jakiej się znajdują. Im bliżej morza, tym drożej, z wyjątkiem leżaka bez parasola nad samym brzegiem. Średni koszt takiej imprezy dla pary to 18 euro w strefie trzeciej z czterech. Dlaczego nie czwarta - najtańsza? Bo zza kilkudziesięciu parasoli i leżaków nie widać morza!

Za ostatnim rzędem leżaków jest cała plażowa "infrastruktura": bary, boiska, place zabaw, schowki (niektóre rodziny wynajmują prywatne na cały sezon). Całość jest zorganizowana w taki sposób, żebyś będąc na plaży, mógł spędzić na niej cały dzień, nie wychodząc. Tam się je, tam się pije kawę, tam się ucina drzemkę (chyba, że jest za gorąco, wtedy na drzemkę idzie się do hotelu i wraca na leżak po południu), tam się prowadzi rozmowy przez telefon, tam się słucha muzyki z własnego głośnika. W części "infrastruktury" organizowane są często animacje (zumba, fitness, zabawy dla dzieci, bule dla starszych), oczywiście korzystają z nich wyłącznie klienci konkretnej plaży. Niektóre plaże mają też drink bary nad samym brzegiem morza, tam chodzi się na aperitiv, a jeszcze inne (albo te same) w nocy zmieniają się w dyskotekę.

Plaże są ponumerowane, ciągną się nieprzerwanie przez kilka kilometrów... Od numeru 1 do 81 (3,5km) w Rimini, a potem numery ciągną się dalej, przechodząc w inne miejscowości. Na długości całego Rimini jest jedna bezpłatna plaża przed numerem 1. 

Jak zatem pośród tak wielu wybrać plażę dla siebie? Hotele i plaże współpracują ze sobą, każdy hotel ma zaprzyjaźniony numer, do którego wysyła swoich gości, a ci w zamian dostają zniżkę. Oczywiście nie ma nic za darmo, bo...

Turystyka
Rimini nie ma pięknej plaży, ma plażę szeroką. Nie ma też pięknego morza, ma Morze Adriatyckie. Włosi z południa za żadne skarby nie przyjadą na nasze wybrzeże, jeżeli celem ich wakacji ma być po prostu wypoczynek. Dla nich Adriatyk jest morzem brzydkim i "brudnym", oni na południu mają do wyboru do koloru wiele destynacji z morzem o pięknym błękitnym kolorze, który świadczyć ma o czystości. Obawa o zanieczyszczenia nie jest bezpodstawna, bo choć jakość wody morskiej w Rimini oceniana jest jako wysoka, to rzeczywiście w naszym kierunku płyną prądy z Chorwacji i Bośni i po tamtej stronie to samo morze ma kolor błękitny. Z tego powodu trwa u nas budowa filtra morskiego, trwa i trwa, a końca nie widać.

Apulia ma trulii, Kampania - Neapol, pizzę i mozzarellę, Lacjum szczyci się Rzymem, Sycylia to natura, Toskania - wino, Piemont - czekolada, Trydent - Alpy. Oczywiście upraszczam bardzo i robię to celowo. Jestem pewna, że wszystkie te regiony znacie, natomiast Emilia-Romania? Wśród Włochów słynie z piadiny, nie wiem dlaczego, bo jej niedaleki i mało znany krewny cassone jest dużo lepszy, a na dodatek bardziej ekonomiczny. 

Rimini nie ma wielkich znanych w świecie zasobów naturalnych ani kulturowych... A jednak w zeszłym roku samo miasto Rimini odwiedziło prawie 1,9 mln turystów (nie licząc tych, którzy nie spędzili tu nocy), z czego prawie pół miliona to turyści zagraniczni. Wszyscy ci ludzi spędzili tu łącznie prawie 7,5 mln nocy. W mieście, które liczy trochę ponad 150 tysięcy mieszkańców, wyobrażacie sobie? Na czym polega ten fenomen? 

Koncentracja, ludzie!
Sukces wziął się stąd, że ktoś go sobie wyśnił. Był potencjał i jakiś mądry człowiek postanowił go wykorzystać. Najpierw przyjeżdżało kilku turystów, więc powstało też kilka hoteli. Kiedy okazało się, że hotele wypełniają się turystami, zaczęły powstawać kolejne. To problem z serii "co było najpierw: kura czy jajko?". Hoteli przybywało, przybywało też turystów, za hotelami poszły restauracje, bo głodny turysta, to zły turysta. A później to już pooooszło! 

W drugie połowie XXw. turystyka kwitła - coraz więcej ludzi podróżowało, ale coraz większa była też konkurencja. Rimini załapało, że nie wystarczy zapewnić ludziom zakwaterowania i jedzenia (szczególnie w miejscu, które samo w sobie wyjątkowe nie jest), więc zapewniło też wszystko inne: plaże, rowery, transport, kluby, imprezy, eventy, animacje, parki rozrywki... Powstała kooperacja wśród przedsiębiorców działających w turystyce - "ja ci nagonię klientów na plażę, ty im dasz zniżkę, odpalisz mi procent". Właśnie tak to działa od strony podaży. "Jeżeli u mnie skończą się pokoje, wyślę potencjalnych klientów do ciebie." "Ty wynajmujesz rowery, ja ci podeślę ludzi z mojego baru, a ty swoich rowerzystom rozdawaj zniżkę 15% na lunch u mnie". 

Money talks. Turysta to cudowny konsument, bo mając pokój, będzie musiał gdzieś zjeść śniadanie i wypić kawę, a potem drugą i jeszcze trzecią.... A później będzie chciał poleżeć na plaży... Później pójdzie i wyda pieniądze na lunch, przy okazji kupi pamiątki i może okulary przeciwsłoneczne, bo akurat -50%. Później pogra w salonie gier, bo pal licho, wakacje są raz do roku. I będzie chciał wypić drinka przy zachodzie słońca. Jeszcze później zabierze żonę na kolację i też sypnie groszem, bo przecież są wakacje. A i butelkę wody kupi do pokoju i lizaka dla dziecka. I przez całą tę ścieżkę można poprowadzić go w taki sposób, żeby na nim zarobić, a on się nawet nie połapie. Łańcuszek zależności. Właśnie to się tutaj zadziało.

Dla każdego. 
No więc mamy tu w Rimini wszystko, a wszystko wzięło się z niczego. Mamy też chaos, ale do tego chaosu ciągnie prawie 2 mln turystów. A przyjeżdżają przede wszystkim cztery rodzaje turystów. Trzy skrajnie różne grupy, które w jednym miejscu odnajdują to, czego szukają. Ciekawe, co? Mowa o: 
  1. młodych, którzy chcą się bawić - Rimini jest często kierunkiem obieranym przez młodych na pierwsze wakacje bez rodziców, są kluby, jest muzyka i jest dużo innych młodych ludzi, którzy szukają miejsca tym kluczem, dlatego na plażach roi się od kilkunastoosobowych grup młodzieży albo od młodych par;
  2. rodzinach z dziećmi - przyjeżdżają i nie muszą się już niczym martwić, mama kładzie się na leżaku i czyta książkę, młodsze dziecko bawi się z innymi na placu zabaw tuż obok, starsze spędza czas w klubie nastolatków, a najstarsze siedzi w barze na fejsie, bo plaża ma też oczywiście bezpłatne wi-fi, czego chcieć więcej?
  3. emerytach - rano siedzą na plaży i grają w bule, w godzinach gorąca odpoczywają w pokojach, a później grają w... bule; wieczorem grają w karty.;
  4. obcokrajowcy - przede wszystkim nasza "północ" (Rosja i wszystkie inne kraje, które według Włochów są Rosją, a przynajmniej mówią po rosyjsku, takie na przykład Czechy), lotnisko w Rimini otwiera kolejne połączenia z Ryanairem, bilety od 40zł - można latać! Ceny na miejscu też nie zabijają, a że większość hoteli jest trzygwiazdkowa, noclegi nie stanowią wielkiego problemu.

Życie nocne 
Od czerwca do września w prawie każdy weekend coś się dzieje. Ulica przy morzu zamykana jest dla samochodów, rozstawiane są: scena, głośniki, siedzenia, stoły i bary z palet, i dzieje się! Co kilkaset metrów znaleźć możecie kolejne sceny albo po prostu DJ'a z odrębnym nagłośnieniem. Gdzieniegdzie na plaży zbudowany jest parkiet do tańca. 

Jest gorąco, więc ludzie wychodzą z domów dopiero po 22. Spotykają się na kolację w restauracji, a potem idą tańczyć. Bardzo często o 3 w nocy pod sceną jest taki tłok, że przejście 200 metrów trwa kilka minut. Często zadaję sobie pytanie, skąd ci wszyscy ludzie się tu wzięli, gdzie byli w dzień, że ich nie widziałam... Drinki wydawane są w plastikowych kubkach, mało kto siada, większość rusza wzdłuż wybrzeża zobaczyć co dzieje się gdzieś dalej. Od sceny do plaży numer 1 jest 30 plaż do przejścia, to spacer trwający około 20 minut, po drodze są burgery, jest pizza, jest jedzenie wege, jest wata cukrowa, są churrosy i oczywiście lody. A na bezpłatnej plaży odbywają się koncerty, rok temu był u nas m.in. Alvaro Soler. Trudno wyobrazić sobie, że zimą znowu nikogo tu nie będzie.

Tymczasem życie nocne toczy się też za miastem. Jest kilka legendarnych dyskotek (Włosi rzadko używają słowa "klub", mówią właśnie "dyskoteka"), do których spragnionych większej imprezy wożą autobusy. Vi mówi, że tam jeździ się na podryw na pierwszych wakacjach. On swoje spędził właśnie w tych rejonach, więc wie co mówi. 😅

Wellness&Fitness
Oprócz wiecznej imprezy, Rimini jest też miastem wiecznego rzeźbienia mięśni. Jeszcze kilka tygodni i ludzie będą prezentować przygotowane do sezonu ciała na plaży. Sezon jest długi, nie można źle wypaść, trzeba być w gotowości, więc i trenować trzeba stale. I tych trenujących jest naprawdę mnóstwo! Kiedy pogoda pozwala, ludzie biegają wzdłuż morza i tam też ćwiczą. Dziki tłok daje mi poczucie, że biegnę w jakimś maratonie i trzeba pozostawać czujnym, żeby nie oberwać z łokcia ani nikogo nie zdeptać, bo w tym samym miejscu odbywają się też wieczorne spacery rodzinne. 

Rimini ma też kilkadziesiąt siłowni (!!!), strasznie strasznie dużo i ich liczba wydaje się być zupełnie nieproporcjonalna do wielkości miasta. Ale spróbujcie znaleźć kogoś, kto nie ćwiczy! Tu nawet staruszkowie popierdzielają po bieżni, a seniorki kręcą bioderkami na stepie, żeby potem bez wstydu wskoczyć w bikini. Grupa babinek w leginsach maszerujących po plaży? Bardzo proszę! 

Dlatego też Rimini jest swoistym centrum fitnessowym. Regularnie odbywają się tutaj maratony, wyścigi rowerowe i różnego rodzaju fit campy, gdzie zjeżdżają się maniacy fitnessowi z różnych części Europy.

***
No dobrze. Wiecie już, czy warto przyjechać, czy lepiej sobie odpuścić? Jeżeli nie, to spokojnie - jest czas, będzie więcej wpisów! Tylko odpowiedzi wam nie podam, sami musicie ją sobie znaleźć. 😎

Komentarze