W poszukiwaniu... spłuczki
Zdaję sobie sprawę z tego, że dotykam się tematu nieco... Powiedzmy: gównianego. Już kilka razy łapałam się na tym, że zaczynałam o tym pisać, a później rezygnowałam, bo "przecież, HELOŁ, nie będę pisać o spłuczce". Jednak korci, korci, korci bardzo... No cóż, jednak napiszę.
Ileż to razy wylądowałam w łazience w jakimś lokalu, a po zrobieniu tego, co miałam do zrobienia, umieszczeniu papieru tam, gdzie należy go umieścić, podciągałam gatki, pytając samą siebie: "co teraz?". Dzisiaj odpowiedź jest dla mnie jasna jak Słońce: teraz popatrz pod nogi, a znajdziesz to, czego szukasz. Jeżeli nie pod nogami, to na ścianie z boku. Ale nie na ścianie nad sedesem, gdzie zazwyczaj znajdziemy spłuczkę w polskim domu. Ba!, również we włoskim domu spłuczkę znajdziemy właśnie w tym miejscu. Ale już w barze, restauracji czy jakiejkolwiek innej toalecie użytkowanej przez szersze grono - nie.
Jakież to różne kształty przybrać może spłuczka! Czasem to pedał, a czasem coś na kształt pompy... Grunt to grunt i sprawa przyziemna! Tymczasem są też spłuczki w formie włącznika do światła. Te napawają mnie największą grozą, bo zwykle znajdują się na ścianie w połowie drogi pomiędzy papierem toaletowym (dla dociekliwych - tradycyjnie obok sedesu), a barierką dla niepełnosprawnych. Z mojego punktu widzenia, tudzież siedzenia (a raczej kucania na Małysza czy też innego skoczka narciarskiego, nie wspominając już o słynnym "kibelku" Piotra Ż., hehe) wysunięte są jednak nieco bardziej ku barierce. Domyślam się, że to kwestia perspektywy. Niemniej jednak wciśnięcie takiego włącznika takiej spłuczki kosztuje mnie zawsze sporo nerwów i mini-zawał, ostatecznie nigdy nie mam pewności czy przypadkiem nie wzywam właśnie jakiejś pomocy dla niepełnosprawnego. W każdym razie, morał z tej historii jest taki, że zawsze należy patrzeć pod nogi, a nigdy za siebie. Całkiem życiowo.
Po przebrnięciu przez stresik związany ze spłuczką pojawia się kwestia umycia rąk. I tu należy wyciągnąć wnioski z poprzedniej lekcji, czytaj: nie podnoś wzroku! Zasadą często jest przekora: spłuczka w pedale, woda w pompie; spłuczka w pompie, woda w pedale. Acha, i grunt (pozostańmy przy tym gruncie, w końcu taki temat) to nie dać się oszukać. Nawet jeżeli pedały są dwa, przy czym jeden czerwony, a drugi niebieski, ciepła woda i tak nie popłynie. Nie w tym kraju.
Korzystając z tego, że jesteśmy w temacie takim, a nie innym - mała lekcja słownictwa. WC to po włosku gabinetto. To piękne słowo oznacza również rząd. To znaczy: Rząd przez duże R, taki wiecie - pełen mądrych oczytanych polityków, którym należy się ogrom szacunku. Przypadek?


Komentarze
Prześlij komentarz