Mieliśmy trzęsienie ziemi.

W ostatnią niedzielę. O 13:48.

Przeżyliście właśnie szok, bo nic nie słyszeliście, prawda? W prasie cisza, TVN24 milczy (TVP Reżim też, ale tego nie wiecie, bo jej nie oglądacie), brak oznaczeń znajomych z fb jako bezpiecznych, choć przebywających w strefie zagrożenia... A przynajmniej jednej znajomej. (Mam się dobrze, przecież właśnie do was piszę. :-)) Nie byliście świadomi, o niczym nie wiedzieliście...


Spoko wodza, MY TEŻ NIE! Aż do 15:30, kiedy to zadzwonił kolega z pracy Vi, niejaki Andrea i nas uświadomił:
V: Halo, Andrea? Cześć!
A: Cześć, co się stało? Wszystko dobrze?
V: Dobrze! Oglądamy skoki narciarskie, bo zaczął się sezon, zaraz siadamy do obiadu...
Vi zdawał pełną relację. Muszę przyznać, że w naszym związku to on jest stroną bardziej wylewną w rozmowach telefonicznych. Ma chłopak wprawę, w końcu codziennie rozmawia z mammą.
A: Co tam się stało?
V: Nie, nic się nie stało... Siadamy do obiadu.
A: Ale wszystko w porządku?
No co ten Andrea, ogłuchł?
V: W porządku, jesteśmy w domu, OGLĄDAMY SKOKI NARCIARSKIE... NARCIARSKIE! SIADAMY DO O-BIA-DU!!!
A: Aaaa, jesteście u rodziców w Neapolu, tak?
V: W domu, w Rimini.
A: Co tam się stało? Bo u nas nic nie było czuć!
V: ...
W tym miejscu Vi zwątpił w sensowność powyższego dialogu, natomiast moje zainteresowanie urosło do granic możliwości.
A: No co ty nic nie wiesz? Mieliście TRZĘSIENIE ZIEMI!
V: TRZĘSIENIE ZIEMI???!!!
A tu pojawił się niepokój pomieszany z dezorientacją.
Ja: TRZĘSIENIE ZIEMI???!!!
A: Z epicentrum kilka kilometrów od was!
V: Kilka kilometrów od nas?
Ja: KILKA KILOMETRÓW OD NAS???
No nie, co jak co, ale trzęsienie ziemi nie mogło nam umknąć. Pal licho Vi, któremu umykają różne ważne rzeczy, ale mnie? Niemożliwe. Telefon poszedł w ruch, wujek google szukał pod hasłem: terremoto rimini oggi. I znalazł! Trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,2 w skali Richtera.
A: Nie mówcie, że nic nie czuliście...?
Teraz to Andrea zwątpił.
V: Nic.
Vi był pewien swojej odpowiedzi, ja rozpoczęłam intensywny proces myślowy, mający na celu odtworzenie ostatnich 2 godzin i dojście do tego, czy cokolwiek, co się w ich trakcie wydarzyło mogę podciągnąć pod kategorię "trzęsienie ziemi". Bez skutku.
A: Jak to możliwe? Nic nie wibrowało?
I tu padła odpowiedź Vi, (już prawie) doktora w dziedzinie akustyki, dźwięków i wibracji maszyn, tak samo prawdziwa jak surrealna.
V: No wiesz, może i wibrowało, ale my mieszkamy koło torów... Może myśleliśmy, że to pociąg?

Tak oto przeżyłam swoje pierwsze trzęsienie ziemi. Myśląc, że to pociąg.

W rzeczywistości 4,2 to górna granica trzęsienia ziemi odczuwalnego tylko dla niektórych osób, tak więc mieliśmy prawo nic nie czuć. To konkretne nie spowodowało żadnych zniszczeń ani problemów. Parę interwencji straży pożarnej, ot co.

Przy okazji Vi wyłożył mi bardzo ciekawą teorię budownictwa w stylu włoskim. Otóż być może Włosi nie brylują w zakresie izolacji budynków (patrz: mieszkania trudno ogrzać) ani tym bardziej wentylacji pomieszczeń (patrz: najpierw był grzyb w sypialni, później w łazience, teraz mamy grzyb w salonie i właśnie wyszedł kolejny na ścianie w przedpokoju; dobra wiadomość jest taka, że nie mamy już więcej pomieszczeń, w których mógłby się pojawić... w ogóle nie mamy już więcej pomieszczeń), ale za to włoskie budynki są ponoć odporne na ruchy sejsmiczne, a w rezultacie wibracje powodowane trzęsieniem ziemi nie są odczuwalne w mieszkaniach. Łóżko nam się, co prawda, trzęsie przy każdym przejeździe pociągu, ale wiecie - to zupełnie co innego. WELCOME TO ITALY, BENVENUTI IN ITALIA.😎😎😎

Komentarze