Kobiety z północy
Zacznijmy od definicji. Wiem, że je znacie, bo się kształciliście, ale muszę mieć pewność, że jesteśmy co do nich zgodni. Jak to mówią: strzeżonego... I tak dalej. Toż to podstawy, a może się
okazać, że ktoś z was, moi drodzy czytelnicy, ma poważne braki w wiedzy
elementarnej i na dodatek zupełnie nie jest ich świadomy. Spieszę z pomocą.
- Gdzie znajduje się Europa Północna?
- I jakie kraje wchodzą w jej skład?
To jasne, że:
- Europa Północna znajduje się na północ od
Włoch
- I należą do niej wszystkie kraje na północ od Włoch.
Słowem wstępu: kilka dni temu rozwiązując
ćwiczenia w książce do nauki gramatyki języka włoskiego przeznaczonej dla
obcokrajowców, natknęłam się na tekst o “chłopaku”: Massimo, lat 38, typowy młody kawaler z południa Włoch. Massimo na co dzień mieszka z mamą (jak już mówiłam - typowy młody kawaler z południa) i właśnie wyjeżdża w delegację do
Niemiec. Mama z południa zamartwiając się o swojego małego południowego synka daje mu
przed wyjazdem kilka porad, które mają uratować mu życie.
Niemcy są, jak wiecie, typowym przykładem
kraju północnego. Głęboka północ, brak cywilizacji i niskie temperatury każą
mamie, powstrzymującej łzy, powiedzieć do synusia: "nie zapomnij spakować kafeterki" i
"koniecznie weź ze sobą wełniane szaliki". Potem następuje punkt kulminacyjny, tzw. gwóźdź programu - pada stwierdzenie:
"nawet nie próbuj mi tu przywieźć żadnej Niemki".
To, co urzekło mnie we
wspomnianym tekście to stereotyp Niemki. Tak, tak, kochani: południowe mamusie nie chcą północnych narzeczonych dla swoich młodych kawalerów z południa.
Gdybyście jeszcze nie załapali konwencji, przetłumaczę: uchodzę za narzeczoną z północy. W przypadku skróconych lekcji geografii, które przeprowadzam dosyć regularnie (przebaczcie mi, wszystkie koleżanki po geografii) udaje mi się od czasu do czasu przeskoczyć z szufladki "północ" do szufladki "wschód". Z dwojga złego, określenie “narzeczona ze wschodu" jest - mimo, że to boli - bliższe prawdzie. Umówmy się - kulturowo, politycznie czy geograficznie - bliżej nam jednak do wschodu niż do północy (w szczególności teraz za czasów dobrej zmiany).
Przyzwyczajam się do skrajnie abstrakcyjnych stwierdzeń jak to najświeższe ze świeżych, gorące niczym ciepła bułeczka prosto z pieca: "w Polsce miód (rozmowa dotyczyła rzepakowego) jest gęsty, bo jest zimno i się ścina". (Ze swojej strony dodam, że od śniegu i szronu pochodzi jego jasny kolor.) Jak również do pytań o temperaturę i o to, czy w wrześniu potrzebna będzie gruba kurtka i szalik. Nauczyłam się bez mrugnięcia okiem opowiadać historie o misiach polarnych przychodzących do centrum Warszawy w poszukiwaniu jedzenia albo tę o burzy śnieżnej w lipcu 2013. Pamiętacie, prawda? Było -35 stopni, padł prąd, zamarzły rury i nikt nie wiedział, co będzie dalej. To się zdarza w naszym dzikim północnym klimacie - nikt nie zna dnia ani godziny.
Niemniej jednak jako północna narzeczona czuję delikatne rozczarowanie, kiedy w mojej obecności wygłaszane są arcyciekawe przekonania - ale jednak mnie dotyczące, więc mógłby pan się zamknąć - na temat kobiet z północy i motywów, dlaczego panowie z południa mieliby je wybierać.
Dookoła pary: Włoch z Polką, Włoch z Ukrainką, Włoch z Rosjanką, Włoch i Niemka, a z podręczniku krzyczy taki stereotyp...
Stereotyp łatwej Niemki... Opada mi szczęka. Przebieg następnych zdarzeń wygląda mniej więcej tak: łatwe Niemki nie dają mi
spać po nocach, zbieram szczękę z podłogi, wszczynam śledztwo i próbuję dojść do pochodzenia tego
przekonania. Szybko dowiaduję się, że to dlatego, iż Niemki
przyjeżdżające do Włoch na wakacje kończą w łóżku z Włochem. Mhm.... Te
słowa potwierdza mój prywatny fidanzato, dokłada swoje trzy grosze, mówiąc: "w wielu rodzinach krążą legendy o tym jak dziadek / stryjek / wujek *** (nie solił)
Niemki." Mhmmmm... Ale ale! Historia nie jest skończona. Po zgłębieniu tematu, okazuje się, że w tych legendach równie często co Niemki pojawiają się: Rosjanki, Ukrainki, Polki,
Angielki, Brazylijki, i wiele wiele innych. Kolejność przypadkowa. Mhmmmmmmmmmmmmmm... No to jesteśmy w domu.
Konkludując: w zasadzie wszystkie dziewczyny są łatwe.
Oprócz sophisticated niedostępnych Wloszek
oczywiście. ;-)
Te nie są łatwe. One są wyjątkowe (przede wszystkim w swoim
własnym mniemaniu).
Nie dopuszczają do siebie mężczyzn, nie chcą z nimi
filtrować, umawiać się....
A potem następuje nieunikniony ciąg zdarzeń tragicznych. Biedni chłopcy spragnieni przygód nie mają wyjścia - szukają egzotyki. Znajdują wiatry północy, a te są łatwiejsze, czytaj: odpowiadają zagadane,
uśmiechają się, flirtują, nie mają zakazu wychodzenia z domu wieczorami. Uch, co za łatwość i łatwizna! A to wszystko wypisane na twarzy: szminką na ustach, tuszem do rzęs.
Panowie szukają łatwych dziewczyn na przygodę życia, później
prawdopodobnie spotyka ich kara boska (czy karma - jak kto woli) i przygoda
życia staje się... Prawdziwą przygodą życia, bo jakoś tak się składa, że z tymi
"przygodami" często się żenią.
Normalnie, kurwa, cud!
Tak im te wyjątkowe Włoszki dają popalić,
że biedni w akcie desperacji zmuszeni są spędzić resztę życia z kobietami
pólnocy (zgroza!) zamiast z dobrze prowadzącą sie dziewczyną z południa (lat
27, godzina policyjna wyznaczona przez tatusia - 22:30, ta sama szminka i ten tusz co u puszczalskiej z północy, ale nie ma porównania, drodzy państwo - włoska jakość, ot co).
Oddając sprawiedliwość, nie mogę nie powiedzieć, że taką wersję prezentuje głównie
pokolenie naszych rodziców (podkreślam: nie moi teściowe, dzięki Bogu). Zdarzyło mi się również usłyszeć je od dobrze prowadzącej się panienki z południa, mojej rówieśniczki, niemniej jednak, odnoszę wrażenie, że jest to przede wszystkim jakieś wielkie pragnienie włoskiego pokolenia X: żeby Włoszki uchodziły za cnotliwe i pruderyjne, a kobiety z północy za puszczalskie. I żeby to Włoszki odrzucały Włochów, a nie Włosi wybierali dziewczyny niebędące Włoszkami.
Vi nawet coś tam przebąkuje, że to może
działać w drugą stronę. Że dla niektórych połduniowych panów związek z
sophisticated Włoszką wiąże się często z wieloletnim porzuceniem swoich
zwyczajów, np. sobotnich meczy piłki nożnej (w sumie rozumiem, jeszcze by
chłopak utył i uciekł do jakiejś łatwej panny z północy) na rzecz wspólnych
śniadań z jej rodzicami i - ostatecznie wracamy do sedna sprawy - kobiety z północy są łatwiejsze... W życiu. Ale cóż - patrząc na całą sprawę obiektywnie - on musi
usprawiedliwić jakoś fakt, że odrzucony przez południowe, zmuszony został do
szukania północnej. A fe!
No dobrze, dobrze. Wiadomo, że nie każdy
wierzy w stereotypy, a ja tu wylewam wiadro jadu na Bogu ducha winne dziewczyny. Ale jak pozostać obojętną w obliczu historii nuczycielki skarżacej się na puttany (dziwki,
kurwy) z północy (tu akurat bohaterkami były Rosjanki) przychodzące na zajęcia w szortach (Jak one mogły? Przy 40 stopniach? To przecież niewłaściwe.) albo opowieści mojego nauczyciela, o tym jak odebrał telefon od jednej z pań, u której inne dziewczyny wynajmowały pokój, że puttany wracają do
domu po północy (kto by tam w wakacje wracał do domu o takiej godzinie?) i mają albo natychmiast przestać, albo się wynieść.
Siedzę, słucham i głupkowato się uśmiecham. Bo niby co mam zrobić? Przecież to nie o mnie. A że rozmowa zaczęła się od tego, że jestem Polką zaręczoną z Włochem? Czysty przypadek.

Komentarze
Prześlij komentarz