Kuchnia jakości
W sobotę zakończyliśmy nasze wielkie hiszpańskie wakacje i
wróciliśmy do Włoch. Do Neapolu konkretniej. Dobrze się złożyło, bo na miejscu
skrzętnie przyszykowane lub zaplanowane przez teściową oraz babcię czekało
wszystko, czego brakowało nam przez tydzień wakacji. Wymieniam w kolejności
losowej: kawa, pasta, pizza, warzywa w pomidorach i lody.
Nie psioczę na kuchnię hiszpańską, ale… Ta włoska jednak nie
ma sobie równych. Zwykle możemy pójść do jakiejkolwiek restauracji i oczekiwać
smacznego jedzenia. Bo kuchnia włoska jest prosta, w związku z czym jej dania
ciężko spieprzyć, a jej sekret polega na jakości produktów i sposobie
przygotowania.
Zatem: nierozgotowany makaron, dobrej jakości produkty,
długi czas gotowania sosów, soczyste pomidory i oliwa rozgrzewana na czosnku. Ot,
kilka podstawowych zasad, które prowadzą do spektakularnego sukcesu.
Znając metodę przygotowania najprostszego sosu pomidorowego
(passata), mamy bazę do kilku –
jeżeli nie kilkunastu – potraw. Jeżeli umiemy zrobić sos z pomidorków z patelni
(sugo), mamy bazę, na której możemy
przygotować różnego rodzaju warzywa albo mój ukochany makaron: najprostsze z
najprostszych spaghetti con sugo…
Pycha!
Pizza? Tutaj też zwycięża prostota: Margherita z sosem pomidorowym, mozzarellą (która nie ma nic
wspólnego z tym czymś sprzedawanym u nas jako mozzarella; konsystencją bardziej
przypomina góralski bundz z tym, że jest od niego mniej zbita i duuużo bardziej
soczysta) i bazylią, czy Marinara z
sosem pomidorowym, czosnkiem i bazylią. O sukcesie pizzy przesądza delikatne
cienkie ciasto i dobrej jakości składniki. Po zjedzeniu całej pizzy, nie ma
uczucia rozdęcia, bo jest ona na to za lekka. Nawet Włosi na diecie
odchudzającej prowadzonej przez dietetyka mogą raz na tydzień bez wyrzutów
sumienia zjeść jedną całą pizzę.
Jeżeli chodzi o kawę, obowiązują z kolei dwie zasady: ma jej
być mało i ma być tak „sztywna”, że cukier nie opadnie na dno, ale zatrzyma się
na wierzchu. To, że w Polsce / Austrii / Belgii / itd. kawą espresso nadaje się
co najwyżej do oplucia kogoś, za kim nie przepadamy, nie wynika z samej jakości
kawy. Nawet miejsca, które kupują dokładnie te same ziarna, co we Włoszech, nie
podają pijalnego espresso. Dlaczego? Ponieważ we Włoszech podaje się tylko i
wyłącznie espresso ristretto, co oznacza, że ilość wody używana na tę samą ilość kawy jest dwa razy mniejsza niż przy
espresso zagranicznym. I tu jest pies pogrzebany.
***
W Austrii czułam się intruzem. W Szwecji nie wyobrażałam
sobie życia. We Włoszech znalazłam drugi dom, który śmiało mogę postawić na
równi z tym pierwszym, polskim.
Kocham Włochy za ich urodę, za klimat, za słoneczko, które
do życiu nastraja pozytywnie, za kolorowe uliczki, w których słońce świeci
nawet w pochmurne dni i za wszechobecny bajzel. Włochów kocham za uśmiechy
nieschodzące z ich buziek, za wrzaskliwość, za pozytywne nastawienie do życia,
za ich cwaniactwo na każdym kroku, za rodzinność, otwartość na innych, za
zaraźliwy luz i za nadmierne przywiązanie do tradycji, które momentami bawi, a
momentami irytuje. I wreszcie kocham kuchnię włoską za prostotę, za jakość, za
pomidory, za oliwę, za pizzę, za sery i za wino, za al dente, za siedem kaw dziennie, a nawet za lody, które
niespodziewanie (do tej pory mogły dla mnie nie istnieć) stały się moim
ulubionym deserem.
Tą ostatnią miłością spróbuję się z wami trochę podzielić w najbliższym czasie. Szkoda byłoby zatrzymać dla siebie coś, co jest
taaaaaakie dobre. Spodziewajcie się więc: o kuchni włoskiej wpisów i jej przepisów.
A presto!

Komentarze
Prześlij komentarz