Impreza sorpresa vol. 2: telefon od przyjaciela




Wiedziałam! Byłam pewna, że wrócę do was z dawką nowych przygód związanych z imprezą sorpresą! Tylko nie sądziłam, że tak wcześnie. Naiwnie sądziłam, że dopiero po imprezie – z podsumowaniem: co było, czego nie było, a co miało być i kto był, choć nie miał być. Tymczasem na trzy dni przed imprezą mam dla was bombę!


Wszystko sprowadza się do tego, że mój chłopak ma niesamowite zdolności do wynajdowania ludzi nieprzeciętnych i otaczania się nimi. Galeria postaci niebanalnych, wyjątkowych, specjalnych… Żeby nie powiedzieć specjalnej… No tej, wiecie. A wszyscy kręcą się dookoła mojego Vi.

Małe przypomnienie: Vi ma trzech przyjaciół, wszyscy są Włochami, ale każdy mieszka w innej części świata. Dla uproszczenia nazwijmy ich od miejsca zamieszkania, zatem: Belg, Brazylijczyk i Niemiec. 

Gotowi? Lepiej usiądźcie.
Jedziemy! (Kiedy to piszę, słyszę w głowie Sławomira „Jedziemy…! Sławomir!”… To właśnie takie „jedziemy!”… Tylko bez Sławomira.)


Dzisiaj, godzina 10:15. Kuchnia, szykujemy śniadanie. Dzwoni telefon – Brazylijczyk. Vi odbiera. Ręce ma zajęte, więc włącza na głośnomówiący, a z słuchawki płynie taka mniej więcej historia:
„Wiem, że myślałeś, że nie przyjadę na twoje urodziny, ale to miała być niespodzianka. Rozmawiałem z dużym, wszystko zorganizowałem. Dzwoniłem parę razy do Belga, żeby upewnić się, że to sobota. On mówił, że tak – sobota. Duży też mówił, że sobota. No to kupiłem bilety na sobotę… Przecież jesteś moim przyjacielem, musiałem być na twojej trzydziestce. Przyleciałem w sobotę, wszystko na czas, zadzwoniłem do dużego, żeby upewnić się o której godzinie mam się stawić, żeby była niespodzianka (biedny, gdzie on się uchował ze swoim przekonaniem, że impreza jest niespodzianką?), a duży na to, że za tydzień… Ale to niemożliwe, przecież wszyscy mówili, że w sobotę…”

[kurtyna]


Bo wiecie, w Brazylii mają tylko jedną sobotę w roku. I wypada ona dokładnie na tydzień przed sobotą europejską – tą, w którą Vi świętuje trzydziestolecie.  

W ten oto sposób Brazylijczyk zje*ał koncertowo i właśnie dzisiaj wraca do Brazylii. Urodziny Vi świętował w zeszłą sobotę, czego przyszły jubilat był nieświadomy aż do dzisiaj, do tego nieszczęsnego telefonu, który mój biedny chłopiec podsumował następująco: „do dzisiaj myślałem, że Brazylijczyk nie przyjeżdża, teraz też wiem, że nie przyjeżdża, tylko teraz bardziej mi smutno”. Naprawdę mógł sobie ten telefon darować. Albo chociaż odczekać aż będzie po imprezie.

Przez cały poranek próbowaliśmy dojść do tego jak to się stało, że w trójkącie Belg-Brazylijczyk-duży nikt nie wpadł na to, żeby doprecyzować o którą sobotę chodzi… I dlaczego Brazylijczykowi nie przyszło do głowy, że hm… może o tą, w którą wypadają urodziny Vi?

Vi oczywiście automatycznie zaczął się zastanawiać co z pozostałymi dwoma przyjaciółmi – czy też knują za jego plecami? Ja osobiście sądzę, że nawet jeżeli knują (obaj utrzymują, że nie przyjeżdżają; Duży twierdzi, że obaj przyjeżdżają… Ale on twierdził też, że Brazylijczyk przyjeżdża i zapomniał powiedzieć mi, że jednak nic z tego; mama Vi mówi, że jeden przyjeżdża, a drugi nie; Tyle wersji, ile osób, a ja przestałam już o cokolwiek dopytywać.), to najprawdopodobniej jeden wceluje w sobotę tydzień po urodzinach, a drugi we właściwą, ale pocałuje klamkę w Rimini, kiedy my będziemy bawić się w najlepsze w Neapolu.
Na wszelki wypadek nie podzieliłam się tą myślą z Vi, zamiast tego powiedziałam mu, że to była już ostatnia niespodzianka, którą przygotowała dla niego jego mama. Już nic więcej w zanadrzu nie ma, może zacząć spać spokojnie.


Wszyscy troje zgodziliśmy się co do jednego: niespodzianki nie są dobrym pomysłem. Brazylijczyk kończąc rozmowę, poprosił Vi, żeby zapobiegł wszelkim inicjatywom z okazji jego trzydziestych urodzin. I ma chłopak rację. Ja też bardzo ładnie proszę... Niezależnie od okazji - oszczędźcie mi niespodzianek.

Jestem pewna, że... C.D.N.   

Komentarze